Korzenie

Usiadła na parapecie
W dłoni trzymając prawie pusty kieliszek.
Wino się kończyło, a zaczynały
Szybujące niczym ptaki, myśli
Robiące wciąż te same koła nad upadłym aniołem.
Na dnie szklanego portu odbijały się korzenie,
Wyrwać ich nie sposób albo razem z życiem,
Więc może lepiej upijając się ostatnimi kroplami wina
Wpoić w siebie te nienaruszone korzenie,
Strawić w ogniu miłości,
By spalone uwolniły zamkniętego ducha.