Spotkanie

Znałam kiedyś człowieka, który kochał wpatrywać się w ciszę.
Ruszał o świcie do portu, by nasycić swą duszę
Opowieściami portowych wiatrów.
Zawsze stawał w tym samym, tylko sobie znanym miejscu
I dawał się porwać kolorowej głębi wiecznego morza.
Kiedy tak stapiał się z niejedną morską falą, cały świat milkł jak zaklęty
A miejscowi rybacy zarzucali swe sieci niczym zahipnotyzowani.
Często pytano go czego tu szuka, a on z dziecięcym uśmiechem
Na wiecznie młodej twarzy odpowiadał, że na kogoś czeka.
Mijały lata, fale wyrzucały na brzeg skradzione marynarzom skarby,
Wiatr przynosił nowe historie z baśniowych krain,
A starzy rybacy uczyli połowów swych synów.
Aż w końcu pewnego słonecznego dnia, odszedł na zawsze twierdząc,
Że najciemniej bywa pod latarnią, a jego spotkania z oczekiwaną latami osobą
Nie zapomniało całe nadmorskie miasteczko.