Tęsknota

Poranki malowane tęsknotą
Spowite smugą nadziei,
Że jeszcze się kiedyś spotkamy
Pewnej zimowej niedzieli.
Jak wtedy gdy nasze oczy
Ujrzały się w mknącej chwili,
By odtąd mijać się w locie
Jak ptaki na setnej mili.
Żadne z nas nie wypowie
Tych słów, które odkryją
Czym od tamtego spotkania
Wskrzeszone serca żyją.

Być może o to w tym chodzi,
By znikać za każdym razem
Kiedy zagadka życia
Staje się jednym wyrazem.
Nie chcąc utracić tego
Co było nam pisane
Wolimy kochać marzenia,
Niż to co może być dane.
Osobno idziemy przez życie,
Bo przecież wolimy być sami
Czekając uparcie do nocy,
By złączyć się swymi snami.